° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
° części - giełda samochodowa ° ATM materace ° antykwariat Warszawa - numizmatyka °

sukcesy i porażki 2009

Fubi: / Dzieci / sukcesy i porażki 2009
<< . 1 . 2 . 3 . 4 . >>
Autor Wiadomość
Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:06:51



Fajny pomysl, ze maz porozmawial z delikwentem.

Naprawdę tak uważasz, że to fajny pomysł? Stawiać dziecko wobec obcego
dorosłego sam na sam?

Znalcznie lepsza, niz gdyby obcy tata przyszedl i straszyl cudze
dziecko. A najczesciej tego sie mozna w naszym spoleczenstwie spodziewac.

Przecież to z gruntu sytuacja nierównoległa.

Nie mozna wymagac rownoleglosci w sytuacji kontaktu doroslego i dziecka.
Co nie znaczy wcale, ze sa one zle. :-)

Dla mnie pomysł świetny, ale tylko i wyłącznie w obecności RODZICA tego
dziecka.

Powinien sie odbyc w obecnosci rodzica dziecka. Ale nie znamy sytuacji i
moze sie okazac, ze rodzic dziecka olewke stosuje, zamiast sie
przejmowac. Poza tym, moze byc ciezko namierzyc rodzica.

Pomyśl o swojej córce - jak by się czuła, gdyby obca baba wzięła ją na
rozmowę naprostowującą?

Moja corka jest wychowywana od dnia poczecia, wiec taka sytuacja nie
bedzie miala miejsca.
Iwona




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:12:29



Nie mierz wszystkich swoją miarą.

A co to ma niby znaczyć? Ja mam córkę w ostatniej grupie w przedszkolu.
Córka należy raczej do dzieci, które trzeba będzie przed agresorami
bronić. Jednak nigdy by mi do głowy nie przyszło robić za prostowacza
cudzych dzieci, zwłaszcza bez udziału ich rodziców.
Widzę jednak, że tutaj większość myśli o własnych dzieciach, prawa
innych mając w d...

Czy porozmawianie z dzieckiem to jest wg Ciebie lamanie praw. Czyich? W
naszym kroaju jest w ogole taki model nic_nie_mowienia. A nich sie
sprawa _jakos_ zalatwi. Albo rozwiazemy ja po cichu. Albo sama sie
rozlezie. Jak juz jakas _dorosla_ (nie daj bosze) osoba zagada z naszym
dzieckiem, w sposob wywazony i przemyslany, to juz dramat. W innych
krajach jakos obcy dorosli rozmawiaja z dziecmi, bez posrednictwa
rodzicow. U nas dziecko caly czas na marginesie. Nawet podczas spotkan
rodzinnych czy towarzyskich, o to np., czy cos zje, to przez rodzicow
sie pytaja.
Iwona




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:14:43



Jestes nieszczera, wiesz?

LOL!
I.




krys

Posted: 16 Gru 2009 11:18:08





Nie mogła, bo ja się dowiedziałam o wszystkim sporo po fakcie, to po
pierwsze. Po drugie, wychodzę z założenia, że każdy załatwia swoje sprawy
sam

hm...zdaje się, że od czego innego ta rozmowa się zaczęła - właśnie od
tego, że postanowiłaś załatwić jakieś sprawy z obcym dzieckiem w zamian
za jego rodziców.

Wiesz, jego rodzice to mięli na załatwienie tej sprawy pół roku i skargi
innych rodziców trafiały w próżnię. Przypadkiem pewnej babci pękła żyłka w
końcu i okazało sie, ze jest prosty sposób na ukrócenie prześladowań.

A w przypadku połamania komuś nóg motorynką (BTW od
jakiego wieku dzieci mogą na czymś takim jeździć?) akurat byłoby
uzasadnione załatwienie czegoś z policją.

To był inny przypadek, a dotyczył brata tego chłopca powyżej.
Nieważne od jakiego wieku można jeździć - tamte dzieciaki jeżdżą bez
uprawnień nawet samochodami.

Brakuje mi w Twoim sposobie
myślenia konsekwencji lub szczerości. Czyżby kontakt z policją był po
prostu trudniejszy od kontaktu z obcym dzieckiem?

Nie wchodzę miedzy wodke i zakaske i nie wtrącam sie w cudzie sprawy. Sprawa
z motorynką dotyczyła parę lat starszego brata prześladowcy mojego dziecka.
I brata mojej koleżanki(poszkodowany). Na jakiej podstawie to ja mam się
kontaktować z policją? BTW wiesz, co to jest tajemnica poliszynela?
Młody, z którym pozwoliłam sobie porozmawiać, wszedł w interakcje z moim
dzieckiem, a ponieważ rodzice nie uznali za stosowne go naprostować, a
nauczyciela olewał, to postanowiła zadbać o swoje dziecko sama.


To jeszcze mogę przyjąć. Niemniej jednak zamykanie oczu na tego typu
wypadki i przypominanie sobie o nich dopiero wtedy, kiedy chce się
usprawiedliwić swoje nie do końca jasne postępowanie, to zwykła
hipokryzja.

Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Uważam, że postąpiłam wtedy słusznie.
To po pierwsze. Po drugie - wspomnienie o akcji z motorynką nie miało być
"przypominaniem sobie"czegoś po coś, a raczej próbą naświetlenia, z jakim
przypadkiem rodziców i jakim modelem wychowania mamy do czynienia. Jak widać
nieudaną.
Teraz możesz iść na policję i zgłosić, że rozmawiałam z cudzym dzieckiem;-)
J.




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:18:37



Nie. W takim przypadku rozmawia z takimi ludźmi policja.
Serio nikt nie zadzwonił po policję?

Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje? Rozwaz te opcje np.
powybijanych szyb w oknach lub porysowanego auta w rewanzu za rozmowie z
policja (jak akurat nie mialaby jednak nic lepszego do roboty). Z
patologia nieco inaczej trzeba czasami postepowac, niz prostolinijnie,
jak obywatelskie sumienie nakazuje.
Iwona




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:26:09



Z porażek dzieciowych - ciągle chyba nie umiemy gadać z Maćkiem o śmierci.
Temat wraca co i rusz.

Moze jakas ksiazeczka "tematyczna" by sie przydala. I nie mysle tu o
jakiejs Biblii dla dzieci czy czyms rownie dziwnym.
Iwona




krys

Posted: 16 Gru 2009 11:04:37





Prawdopodobnie zaczęło się od żartów i głupiej zabawy - podobnie jak ta
nastolatka, co wlazła na słup i teraz została z jedna nogą. Oni się
bawili, w pewnym momencie zabrakło rozumyu i stało się.
To sie zdarza, dla mnie w tym wszystkim najgorsza jest postawa rodziców
sprawcy, jakby nic się nie stało.

No to żarty i głupia zabawa obydwu stron, czy jednak ogólna
niesubordynacja i agresja jednego (tego winnego) dziecka? Jeżeli
przyjmujesz, że to tylko taka głupia zabawa była, to dlaczego uważasz,
że rodzice dziecka-winowajcy mają podejść do tego inaczej?

Dlatego, że temu dziecku( jego braciom o dziwo też) zabawa często wymykała
się spod kontroli, co często kończyło się ze szkodą dla współbawiących. I
zawsze był taki sam koniec - czyli właściwie pokazanie środkowego palca -
"i co mi teraz zrobisz"?

Oni też
uznali, że to tylko głupi wybryk.

No tak. Oni zawsze uważali, że świat powinien się dostować do fantazji ich
dzieci.

Jakie wyciągnęli konsekwencje, a jakie
Twoim zdaniem powinni byli wyciągnąć?

Nie wyciagnęli żadnych.
Gdyby moje dziecko cos takiego zrobiło, choćby z głupoty, na pewno musiałboy
przeprosić kolegę (i jego rodziców) i dostałoby szlaban mna motor, w końcu
nie potrafi z niego odpowiedzialnie korzystać.
A nie ostentacyjnie jeżdziło pod oknami pokrzywdzonego na drugi dzień
("tak, psze pani, zabierzemu mu motor")
Poczułabym się też do pokrycia kosztów leczenia, zwłaszcza, że pokrzywdzony
pochodził z domu, gdzie sie nie przelewało.
Tyle.
J.




Agnieszka

Posted: 16 Gru 2009 11:25:02



Nie. W takim przypadku rozmawia z takimi ludźmi policja.
Serio nikt nie zadzwonił po policję?

Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje?

Dwie złamane nogi w wypadku i nieudzielenie pomocy to są duperele, do
których policja się nie fatyguje? Nieźle.

Agnieszka





Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:26:59



mam problem z
unikaniem pytania "tak będzie, prawda?".

A odpowiedz: "nie wiem, synku, czy tak bedzie", nie dziala?
Iwona




krys

Posted: 16 Gru 2009 11:27:41





Każdy ma swoje racje. Mnie Twoje druga część Twojego ostatniego zdania
niepokoi na tyle,

Dlaczego? Ja miałam na myśli dzieci, których rodzice dopuszczają rozmowę
ich
dziecka z rodzicem innego dziecka, bo wiedzą, że ten sposób zadziała. I
nie
chodzi tu o ciosanie kołków na głowie i zaczajanie się w szatni, tylko o
normalną rozmowę.
Zresztą - jeśli moje dziecko miałoby za fafnastym razem pomimo upomnień
moich i nauczyciela ochote na powtórzenie niewłasciwego zachowania, to
nie mialabym pretensji do rodzica poszkodowanego dziecka, że pozwolił
mojemu szkodnikowi na poniesienie konsekwencji wlasnych zachowań.

Widzisz, Ty zakładasz, że wszyscy są tacy jak Ty.

A w życiu.

A tymczasem samosądy chodzą swoimi
ścieżkami.

Przesadzasz, IMHO.

Pozwalając na samosąd ze swojej perspektywy (rozmowa z obcym
dzieckiem za plecami rodziców, nauczycieli, policji, łotewera jest takim
samosądem) pozwalasz jednocześnie na samosąd z perspektywy innego rodzica.

Wiesz, z Twojej perspektywy tak to moze wyglądać. U nas jakoś nikt nie
nazywa tego samosądem, ba, niektórzy nawet bywają wdzięczni obcym ludziom za
zwrócenie uwagi ich dziecku. Bo to też uczy to dziecko, że jego zachowanie
może spotkać się z reakcją otoczenia.

Przy czym jego perspektywa może być diametralnie inna, a Twoja
niekoniecznie jedynie słuszna. Dlatego właśnie dawno temu uznano, że
pójście "legalną" ścieżką jest ok, a załatwianie spraw na własną rękę nie.
Bo każdy ma inny system wartości i Ty za rozwalenie głowy pięścią odwołasz
się werbalnie do sumienia dziecka, a ktoś za nazwanie "głupkiem" odwoła
się do głowy dziecka bejsbolem. Czy już rozumiesz, o co mi chodzi?

Ja rozumiem o co Ci chodzi - Ty nie rozumiesz, o co chodzi mnie. Legalna
ścieżka była na początku, prowadziła donikąd. Gdybyśmy poszli nią dalej,
zamiast zareagować, nie wiadomo, czy "biedne prześladowane przez obcych
dziecko" nie pozwoliłoby sobie na ustawianie innych w klasie właśnie
bejsbolem. A tak miało szansę zrozumieć, że za innymi dziećmi też ktoś stoi
i nie może sobie poczynać z nimi bezkarnie.
J.




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 11:29:57




juz raczej srednio. Rozumiem, ze rodzic jest od "obrony dziecka przed
zlym" ale nie zawsze, szczegolnie wtedy kiedy jego dziecko jest
agresorem. Bo gdyby to wlasnie zalozyc, to tata tego chlopczyka tez
bedzie za synkiem murem, i sie ni dojdzie do jakiegos konsensus nigdy.
A synek bedzie sobie mogl zawsze walic po glowie kolezanke, bo tatus
go oborni i tak musi byc.

Owszem, ale rodzic w tym wypadku pełni funkcję adwokata, podpory. Choćby
po to, żeby dziecko nie oberwało zbyt wysokiej kary.

Sa rozni rodzice, Ewo. Czasami tacy, ktorzy uwazaja, ze: - jego dziecko
nie bije, - jego dziecko jest najgrzeczniejsze, - najlepsze, wiec za co
ma je karac? Ludziom ciezko przychodzi przyznawanie sie do wlasnych
porazek, uznanie, ze cos zle zrobili. Z przepraszaniem jest podobnie.
Przenosi sie to takze na dzieci i na ich sprawy.
Iwona




krys

Posted: 16 Gru 2009 11:30:24




Powinien sie odbyc w obecnosci rodzica dziecka. Ale nie znamy sytuacji i
moze sie okazac, ze rodzic dziecka olewke stosuje, zamiast sie
przejmowac. Poza tym, moze byc ciezko namierzyc rodzica.

Może też być tak, że rodzic dziecka zaakceptował taką formę strofowania.

Pomyśl o swojej córce - jak by się czuła, gdyby obca baba wzięła ją na
rozmowę naprostowującą?

Moja corka jest wychowywana od dnia poczecia, wiec taka sytuacja nie
bedzie miala miejsca.

Nigdy nie mów nigdy;-). Aczkolwiek prawdopodobieństwo masz znaczne.
J.





krys

Posted: 16 Gru 2009 11:33:23




Nie. W takim przypadku rozmawia z takimi ludźmi policja.
Serio nikt nie zadzwonił po policję?

Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje?

Dwie złamane nogi w wypadku i nieudzielenie pomocy to są duperele, do
których policja się nie fatyguje? Nieźle.

Policja jeszcze wtedy nie używała szklanych kul. Matka dziecka widocznie
uznała, że nie chce angażowac policji. Jest dorosła, ma prawo.
J.





Agnieszka

Posted: 16 Gru 2009 11:40:05




Nie. W takim przypadku rozmawia z takimi ludźmi policja.
Serio nikt nie zadzwonił po policję?

Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje?

Dwie złamane nogi w wypadku i nieudzielenie pomocy to są duperele, do
których policja się nie fatyguje? Nieźle.

Policja jeszcze wtedy nie używała szklanych kul. Matka dziecka widocznie
uznała, że nie chce angażowac policji. Jest dorosła, ma prawo.

Że policja niepoinformowana o incydencie, nie mając szklanej kuli, nie
pofatygowała się, to rozumiem. Że matka z różnych powodów nie chciała
rozgłosu, to rozumiem. Że Marchewka uważa opisaną sytuację za duperelę
niewartą angażowania policji, tego nie rozumiem.

Agnieszka





krys

Posted: 16 Gru 2009 11:54:15




Że policja niepoinformowana o incydencie, nie mając szklanej kuli, nie
pofatygowała się, to rozumiem. Że matka z różnych powodów nie chciała
rozgłosu, to rozumiem. Że Marchewka uważa opisaną sytuację za duperelę
niewartą angażowania policji, tego nie rozumiem.

Odniosłam wrażenie, że Marchewka za duperelę uważa angażowanie policji w
zabawy dzieci. Chociaż czasem moga się kończyć nieciekawie. Z głupoty.
J.




Agnieszka

Posted: 16 Gru 2009 11:58:34




Że policja niepoinformowana o incydencie, nie mając szklanej kuli, nie
pofatygowała się, to rozumiem. Że matka z różnych powodów nie chciała
rozgłosu, to rozumiem. Że Marchewka uważa opisaną sytuację za duperelę
niewartą angażowania policji, tego nie rozumiem.

Odniosłam wrażenie, że Marchewka za duperelę uważa angażowanie policji w
zabawy dzieci. Chociaż czasem moga się kończyć nieciekawie. Z głupoty.

Z głupoty czy nie z głupoty, gdy zostaje przekroczona granica, to przestają
być duperele. Ale to IMO.

Agnieszka





medea

Posted: 16 Gru 2009 12:12:35




Sa rozni rodzice, Ewo. Czasami tacy, ktorzy uwazaja, ze: - jego dziecko
nie bije, - jego dziecko jest najgrzeczniejsze, - najlepsze, wiec za co
ma je karac?

Tym bardziej uważam, że powinni się o tym bezpośrednio dowiedzieć. :)

Ludziom ciezko przychodzi przyznawanie sie do wlasnych
porazek, uznanie, ze cos zle zrobili. Z przepraszaniem jest podobnie.
Przenosi sie to takze na dzieci i na ich sprawy.

Nie mów mi, Iwona, że naprawdę uznajesz, że dziecko może odbywać rozmowy
wychowawcze z obcymi ludźmi, nie z nauczycielami, pedagogami, ani
psychologami. O ile pamiętam, to nawet w liceum uczeń poddawany jest
różnym metodom wychowawczym z udziałem jego _rodziców_ oraz
pedagoga/psychologa szkolnego, są to tzw. zespoły wychowawcze. A co
dopiero mówić o dziecku ze szkoły podstawowej. Rodzic też powinien brać
udział w tym procesie, bo inaczej to w ogóle nie ma sensu. Kto jak kto,
ale chyba Ty powinnaś o tym wiedzieć.
Jeśli nawet taka nieoficjalna rozmowa z obcym rodzicem ma miejsce, i
jeśli nawet odniosła pożądany skutek, nie oznacza to, że należy taką
metodę promować jako właściwą. Nie każdy ma do tego odpowiednie
przygotowanie i odpowiednio dobre nastawienie. Co byś zrobiła, gdyby to
rodzice takiego agresora, zaczęli "prostować" Twoje dziecko?

Ewa




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:15:49





Prawdopodobnie zaczęło się od żartów i głupiej zabawy - podobnie jak ta
nastolatka, co wlazła na słup i teraz została z jedna nogą. Oni się
bawili, w pewnym momencie zabrakło rozumyu i stało się.
To sie zdarza, dla mnie w tym wszystkim najgorsza jest postawa rodziców
sprawcy, jakby nic się nie stało.
No to żarty i głupia zabawa obydwu stron, czy jednak ogólna
niesubordynacja i agresja jednego (tego winnego) dziecka? Jeżeli
przyjmujesz, że to tylko taka głupia zabawa była, to dlaczego uważasz,
że rodzice dziecka-winowajcy mają podejść do tego inaczej?

Dlatego, że temu dziecku( jego braciom o dziwo też) zabawa często wymykała
się spod kontroli, co często kończyło się ze szkodą dla współbawiących. I
zawsze był taki sam koniec - czyli właściwie pokazanie środkowego palca -
"i co mi teraz zrobisz"?

Oni też
uznali, że to tylko głupi wybryk.

No tak. Oni zawsze uważali, że świat powinien się dostować do fantazji ich
dzieci.

Jakie wyciągnęli konsekwencje, a jakie
Twoim zdaniem powinni byli wyciągnąć?

Nie wyciagnęli żadnych.
Gdyby moje dziecko cos takiego zrobiło, choćby z głupoty, na pewno musiałboy
przeprosić kolegę (i jego rodziców) i dostałoby szlaban mna motor, w końcu
nie potrafi z niego odpowiedzialnie korzystać.
A nie ostentacyjnie jeżdziło pod oknami pokrzywdzonego na drugi dzień
("tak, psze pani, zabierzemu mu motor")
Poczułabym się też do pokrycia kosztów leczenia, zwłaszcza, że pokrzywdzony
pochodził z domu, gdzie sie nie przelewało.

Wobec tego, co piszesz, tym bardziej uważam, że niezadzwonienie po
policję było zwyczajną głupotą wszystkich zorientowanych w sprawie. I już.

Ewa




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:21:41




To był inny przypadek, a dotyczył brata tego chłopca powyżej.
Nieważne od jakiego wieku można jeździć - tamte dzieciaki jeżdżą bez
uprawnień nawet samochodami.

Tym bardziej powinna iść w ruch tutaj policja.

Teraz możesz iść na policję i zgłosić, że rozmawiałam z cudzym dzieckiem;-)

Ja osobiście wolałabym, żebyś rozmawiała ze mną niż z moim dzieckiem,
gdyby kiedykolwiek zaszła taka potrzeba. Choćby dlatego, że zdajesz się
nie zauważać argumentów drugiej strony.

Ewa




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:22:41




Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje?

Hm, połamane dwie nogi to duperela porównywalna do zarysowania auta?
Serio? To nie mam więcej pytań.

Ewa




krys

Posted: 16 Gru 2009 12:23:25




Wobec tego, co piszesz, tym bardziej uważam, że niezadzwonienie po
policję było zwyczajną głupotą wszystkich zorientowanych w sprawie. I już.

Ale to oni nadal funkcjonują w swoim środowisku. I już. Podjęli swoje
decyzje i sami ponieśli ich konsekwencje.
J.




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:26:27




Że policja niepoinformowana o incydencie, nie mając szklanej kuli, nie
pofatygowała się, to rozumiem. Że matka z różnych powodów nie chciała
rozgłosu, to rozumiem. Że Marchewka uważa opisaną sytuację za duperelę
niewartą angażowania policji, tego nie rozumiem.

Odniosłam wrażenie, że Marchewka za duperelę uważa angażowanie policji w
zabawy dzieci. Chociaż czasem moga się kończyć nieciekawie. Z głupoty.

Z głupoty czy nie z głupoty, gdy zostaje przekroczona granica, to
przestają być duperele. Ale to IMO.

IMO też. Zwłaszcza że jak się okazuje, jeżdżą też bez uprawnień
samochodami. Ktoś może zginąć w zabawie i też nikt nie będzie fatygował
policji? A potem zobaczymy w Magazynie Ekspresu Reporterów, że cała wieś
o tym wiedziała, że te dzieciaki to zwykli chuligani, ale wszyscy
trzymali gęby na kłódkę w imię sąsiedzkiej solidarności i z dbałości o
karoserię własnych samochodów. ;

Ewa




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 12:27:10



Sa rozni rodzice, Ewo. Czasami tacy, ktorzy uwazaja, ze: - jego
dziecko nie bije, - jego dziecko jest najgrzeczniejsze, - najlepsze,
wiec za co ma je karac?

Tym bardziej uważam, że powinni się o tym bezpośrednio dowiedzieć. :)

Ewo, o betonach pisalam. Ktorzy uznaja, ze nawet jak dziciak ma diagnoze
od specjalisty, ze jest wyraznie nie_ten_teges, to i takzdania o
syneczku najwspanialszym nie zmienia. Ale to skrajnosc. Niemniej
spotykana, niestety.

Ludziom ciezko przychodzi przyznawanie sie do wlasnych porazek,
uznanie, ze cos zle zrobili. Z przepraszaniem jest podobnie. Przenosi
sie to takze na dzieci i na ich sprawy.

Nie mów mi, Iwona, że naprawdę uznajesz, że dziecko może odbywać rozmowy
wychowawcze z obcymi ludźmi, nie z nauczycielami, pedagogami, ani
psychologami.

Zalozylam, ze kris pisze o sytuacji, kiedy inne moetody zostaly juz
wyczerpane lub ich po prostu nie ma - vide: brak jakiejkolwiek
wspolpracy, czy nawet samego zaiteresowania ze strony rodzicow.

O ile pamiętam, to nawet w liceum uczeń poddawany jest
różnym metodom wychowawczym z udziałem jego _rodziców_ oraz
pedagoga/psychologa szkolnego, są to tzw. zespoły wychowawcze.

W rozmowie dopatrujesz sie "metody wychowawczej"?

A co
dopiero mówić o dziecku ze szkoły podstawowej. Rodzic też powinien brać
udział w tym procesie, bo inaczej to w ogóle nie ma sensu. Kto jak kto,
ale chyba Ty powinnaś o tym wiedzieć.

Ewo, sa rozni rodzice. Naprawde. Niestety, nawet ci, ktorzy maja nieco
wieksza swiadomosc, robia debilne ruchy, zeby tylko sie nie przyznac do
bledu (wychowawczego) i/lub nie przyznac jakiemus innemu rodzicowi
racji. O przeproszeniu nie ma co wspominac.

Jeśli nawet taka nieoficjalna rozmowa z obcym rodzicem ma miejsce, i
jeśli nawet odniosła pożądany skutek, nie oznacza to, że należy taką
metodę promować jako właściwą.

Wiesz, jakie jest najbardziej rozpowszechnione powiedzenie wsrod
wykladowcow psychologii spolecznej? "To zalezy od sytuacji".

Nie każdy ma do tego odpowiednie
przygotowanie i odpowiednio dobre nastawienie. Co byś zrobiła, gdyby to
rodzice takiego agresora, zaczęli "prostować" Twoje dziecko?

Wszystko, co sie tyczy dziecka, zawsze sprowadza sie do rodzicow.
Dokladam wszelkich staran (lacznie z moim wyksztalceniem i inwestycjami,
zw. z aktualna edukacja dzieci), by zadni rowiesnicy ani ich rodzice,
nie mieli nic do moich dzieci. I naprawde bede mocno zdziwiona, jesli
jacys beda mieli. A juz z cala pewnoscia nie rodzice "agresora". No,
moze to, ze moje jest nieagresywne. ;-)
I.




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:29:02




Czy porozmawianie z dzieckiem to jest wg Ciebie lamanie praw. Czyich? W
naszym kroaju jest w ogole taki model nic_nie_mowienia.

Nic niemówienie to we wsi krys występuje. Tam nawet połamanie nóg przez
wandali się nie zgłasza policji. :/

A nich sie
sprawa _jakos_ zalatwi. Albo rozwiazemy ja po cichu. Albo sama sie
rozlezie. Jak juz jakas _dorosla_ (nie daj bosze) osoba zagada z naszym
dzieckiem, w sposob wywazony i przemyslany, to juz dramat.

A skąd wiesz, jak taka rozmowa wyglądała, będzie wyglądać?

rodzicow. U nas dziecko caly czas na marginesie. Nawet podczas spotkan
rodzinnych czy towarzyskich, o to np., czy cos zje, to przez rodzicow
sie pytaja.

Mów za siebie. U nas tak nie jest.

Ewa




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 12:28:58



A tymczasem samosądy chodzą swoimi
ścieżkami. Pozwalając na samosąd ze swojej perspektywy (rozmowa z obcym
dzieckiem za plecami rodziców, nauczycieli, policji, łotewera jest takim
samosądem) pozwalasz jednocześnie na samosąd z perspektywy innego
rodzica.

Nauczycielka si ena taka rozmowe zgodzila, wiec to tez nie bylo "pójście
"legalną" ścieżką".
I.




dorota bugla

Posted: 16 Gru 2009 12:29:21



mam problem z
unikaniem pytania "tak będzie, prawda?".

A odpowiedz: "nie wiem, synku, czy tak bedzie", nie dziala?

Działa. Natężeniem płaczu ;)




medea

Posted: 16 Gru 2009 12:30:53




Znalcznie lepsza, niz gdyby obcy tata przyszedl i straszyl cudze
dziecko. A najczesciej tego sie mozna w naszym spoleczenstwie spodziewac.

No właśnie, sama widzisz. TEN tata akurat rzeczowo porozmawiał, ale inny
może zwyczajnie nastraszyć.

Moja corka jest wychowywana od dnia poczecia, wiec taka sytuacja nie
bedzie miala miejsca.

A skąd wiesz, że Twój model wychowania od poczęcia każdemu będzie się
podobał i nie znajdzie się tatuś, który zechce Twoją córkę "naprostować"
wg własnego modelu? O tym pomyśl.

Ewa




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 12:32:59



Nie. W takim przypadku rozmawia z takimi ludźmi policja.
Serio nikt nie zadzwonił po policję?

Serio, policja sie takimi duperelami zajmuje?

Dwie złamane nogi w wypadku i nieudzielenie pomocy to są duperele, do
których policja się nie fatyguje? Nieźle.

Chodzilo mi o glupie zabawy i braki w wychowaniu.
I.




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 12:34:27




To był inny przypadek, a dotyczył brata tego chłopca powyżej.
Nieważne od jakiego wieku można jeździć - tamte dzieciaki jeżdżą bez
uprawnień nawet samochodami.

Tym bardziej powinna iść w ruch tutaj policja.

Teraz możesz iść na policję i zgłosić, że rozmawiałam z cudzym
dzieckiem;-)

Ja osobiście wolałabym, żebyś rozmawiała ze mną niż z moim dzieckiem,
gdyby kiedykolwiek zaszła taka potrzeba. Choćby dlatego, że zdajesz się
nie zauważać argumentów drugiej strony.

Ewo, Ty za kolei zdajesz sie nie zauwazac, ze pochodzisz z innego
srodowiska, niz ludzie, o ktorych pisze krys.
I.




Marchewka

Posted: 16 Gru 2009 12:36:18



A nich sie sprawa _jakos_ zalatwi. Albo rozwiazemy ja po cichu. Albo
sama sie rozlezie. Jak juz jakas _dorosla_ (nie daj bosze) osoba
zagada z naszym dzieckiem, w sposob wywazony i przemyslany, to juz
dramat.

A skąd wiesz, jak taka rozmowa wyglądała, będzie wyglądać?

Post czytalam.

rodzicow. U nas dziecko caly czas na marginesie. Nawet podczas spotkan
rodzinnych czy towarzyskich, o to np., czy cos zje, to przez rodzicow
sie pytaja.

Mów za siebie. U nas tak nie jest.

Mowie za to, co widze czasami.
U nas tez tak nie jest.
Iwona




<< . 1 . 2 . 3 . 4 . >>
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 

Online: Odwiedzający - 2
+ - 0
Najwięcej odwiedzających: 67 [9 Mar 2010 22:14:36]
Odwiedzający - 67 / + - 0

Czas ładowania strony (sek.): 0.795
miniBB.net © 2001-2010 Polityka Prywatności }{ forum ° gps° opisy gg ° kuchnia ° monety°
sport° bez przesady


  • Pochwała - Hubert z załogš motogumy.pl
  • O, ktos do Hubiego w koncu w celu zmiany opon podjechal :) -- Lukasz Transalp XL650V, WAW
    wiecej
  • Prostowanie aluminiowych felg
  • Wiec pytanie jest nastepujace: jakie niesie za soba niebezpieczenstwo jazdy na prostowanych felgach? Czy da sie to zrobic dobrze tak zeby pozniej nie zrobic sobie kuku? Czytalem o jakims przeswietlaniu przed/po prostowaniu w celu znalezienia mikropekniec...
    wiecej