° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
° części - giełda samochodowa ° ATM materace ° antykwariat Warszawa - numizmatyka °

Co nami kieruje, czemu los potrafi nas dobijać

Fubi: / Ezoteryka / Co nami kieruje, czemu los potrafi nas dobijać
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
jeden z wielu

Posted: 8 Gru 2006 16:04:03



Powiedzcie mi czemu los nas tak dobija??
Rozstałem się ze swoją dziewczyną. Ok. Było w tym dużo mojej
winy. Bałem się przyszłości, nie potrafiłem okazywać jej uczuć.
Szkoda, bo rozeszliśmy się gdy przezwyciężyłem większość moich
strachów i problemów. Myślałem że przed nami będzie wspaniała
przyszłość. Próbowałem jeszcze ją jakoś odzyskać. Bardzo się
zmieniłem i wiem że teraz naprawdę nasz związek byłby udany. Ale
nie udało się.
W końcu jakoś poczułem się troszkę z tym lepiej co mnie spotkało.
Żałowałem, że się nie udało, ale przestałem już o tym myśleć,
że jeszcze coś może być. Po prostu pogodziłem się że ona ma
teraz swoje życie, a ja muszę jakoś sobie ułożyć swoje. I było
prawie OK.

Kiedyś napisałem post do artykułu o depresji. O tym jak się czuję
po tym co straciłem i z jakich głupich powodów. O moich błędach. I
nie wiem, czemu w śród odpowiedzi znalazłem post osoby mówiącej
że to mogła tak samo napisać osoba z którą niedawno była. O tym
że tak samo się zachowywała, że teraz żałuje i czuje
bezsensowność życia. Napisała także że i ona czuje
bezsensowność życia, bo przestała kochać kogoś z kim widziała
szczęśliwą przyszłość. Osoba ta podpisała się imieniem mojej
byłej dziewczyny.

Uważam że nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie byłem zbyt dobry to
ją straciłem, straciłem ją ale nauczyłem się czegoś o życiu i
zmieniłem się całkowicie. Z osoby zamkniętej w sobie w osobę
otwartą na świat. Choć naprawdę uważam, że zapłaciłem zbyt
dużą cenę.

No i teraz moje pytanie. Dlaczego moja była dziewczyna akurat w tedy
gdy teoretycznie powinna być w szkole siedziała przy komputerze,
weszła na artykuł o depresji i napisała odpowiedź do mojego
postu???????????? Czemu ten los tak zadziałał.
Gdy było już prawie ok gdy prawie się pogodziłem z losem on mi
znów gwoździa przybił. Zaczęło mi się wydawać że być może to
był znak żeby się jeszcze nie poddać. Znów zacząłem myśleć że
gdybym tylko mógł to wszystko bym naprawił. Ale z tego co widzę to
nie ma już na to szans. Ona ma innego i jest z nim szczęśliwa.
Dlaczego wydarzyło się coś co spowodowało że znów zacząłem
intensywniej myśleć o tym co było i o tym co mogło być. Dlaczego
ból powrócił. Nie było by go gdyby nie to zdarzenie.





misiczka

Posted: 11 Gru 2006 10:32:36




Powiedzcie mi czemu los nas tak dobija??
Rozstałem się ze swoją dziewczyną. Ok. Było w tym dużo mojej
winy. Bałem się przyszłości, nie potrafiłem okazywać jej uczuć.

Polecam przeczytanie "Wędrówki dusz" Michaela Newtona i dwóch tomów
"Przeznaczenia dusz" też jego autorstwa. Do tego "Radykalne Wybaczanie"
Colina Tippinga, a potem "Porządki miłości" Hellingera i może jeszcze
"Dlaczego dusza choruje i co ją uzdrawia Tomasha

A tu parę linków:
http://radykalnewybaczanie.com.pl/historiajill.htm (przeczytaj do końca,
powinno Ci to wiele wyjaśnić)
http://tuiteraz.pl/polska_prasa.php
http://hellinger.pl/




pozdrawiam,
Lesława Jaworowska



adam-rybnik

Posted: 11 Gru 2006 11:04:02



jeśli cierpisz, to mnóstwo wydarzeń, mnóstwo osób które Ci ja przypominają,
albo nawet miejsca czy drobne szczegóły z nią związane będą Ci ją
przypominać ... tak jak jej imię :-) takie jest moje zdanie ...
na ból po starcie osoby którą kochamy nie ma rady ... ale z czasem ból
minie, na 1000% ... uwierz ... co nie znaczy, że ją kiedyś przestaniesz
kochać ... (autopsja)

pozdrawiam :)



Powiedzcie mi czemu los nas tak dobija??
Rozstałem się ze swoją dziewczyną. Ok. Było w tym dużo mojej
winy. Bałem się przyszłości, nie potrafiłem okazywać jej uczuć.
Szkoda, bo rozeszliśmy się gdy przezwyciężyłem większość moich
strachów i problemów. Myślałem że przed nami będzie wspaniała
przyszłość. Próbowałem jeszcze ją jakoś odzyskać. Bardzo się
zmieniłem i wiem że teraz naprawdę nasz związek byłby udany. Ale
nie udało się.
W końcu jakoś poczułem się troszkę z tym lepiej co mnie spotkało.
Żałowałem, że się nie udało, ale przestałem już o tym myśleć,
że jeszcze coś może być. Po prostu pogodziłem się że ona ma
teraz swoje życie, a ja muszę jakoś sobie ułożyć swoje. I było
prawie OK.

Kiedyś napisałem post do artykułu o depresji. O tym jak się czuję
po tym co straciłem i z jakich głupich powodów. O moich błędach. I
nie wiem, czemu w śród odpowiedzi znalazłem post osoby mówiącej
że to mogła tak samo napisać osoba z którą niedawno była. O tym
że tak samo się zachowywała, że teraz żałuje i czuje
bezsensowność życia. Napisała także że i ona czuje
bezsensowność życia, bo przestała kochać kogoś z kim widziała
szczęśliwą przyszłość. Osoba ta podpisała się imieniem mojej
byłej dziewczyny.

Uważam że nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie byłem zbyt dobry to
ją straciłem, straciłem ją ale nauczyłem się czegoś o życiu i
zmieniłem się całkowicie. Z osoby zamkniętej w sobie w osobę
otwartą na świat. Choć naprawdę uważam, że zapłaciłem zbyt
dużą cenę.

No i teraz moje pytanie. Dlaczego moja była dziewczyna akurat w tedy
gdy teoretycznie powinna być w szkole siedziała przy komputerze,
weszła na artykuł o depresji i napisała odpowiedź do mojego
postu???????????? Czemu ten los tak zadziałał.
Gdy było już prawie ok gdy prawie się pogodziłem z losem on mi
znów gwoździa przybił. Zaczęło mi się wydawać że być może to
był znak żeby się jeszcze nie poddać. Znów zacząłem myśleć że
gdybym tylko mógł to wszystko bym naprawił. Ale z tego co widzę to
nie ma już na to szans. Ona ma innego i jest z nim szczęśliwa.
Dlaczego wydarzyło się coś co spowodowało że znów zacząłem
intensywniej myśleć o tym co było i o tym co mogło być. Dlaczego
ból powrócił. Nie było by go gdyby nie to zdarzenie.







AiKSz

Posted: 11 Gru 2006 12:00:20





Powiedzcie mi czemu los nas tak dobija??

to po prostu okrutny swiat, nie ma tu jednego spokojnego miejsca,
trzeba być zawsze gotowym na cios :)

pozdr







jeden z wielu

Posted: 11 Gru 2006 13:57:44



Witam dziękuję za pomoc.
Przeczytałem Historię Jill
Moja historia jest podobna. W naszym związku miałem pewne problemy,
niepotrzebne wyobrażenia, z którymi nie mogłem sobie poradzić,
czasami czułem że mogłem ją ranić, i bałem się tego, ale
wiedziałem, że nadejdzie czas, że mogę jej wszystko wynagrodzić, a
wtedy nasz związek będzie idealny.

Bałem się przyszłości, było coś co mi w niej przeszkadzało.
Bałem się czy nasz związek nie stanie się taki jak moich rodziców.
Tata często się denerwuje o byle co nie mając czasami racji, a to
zabija szczęście. Bałem się żeby nie stać się kiedyś jak jej
ojciec na którego narzekała, któremu czasami bar był ważniejszy od
rodziny, wydawało mi się że mam do tego predyspozycje. Nie piłem
dużo, ale zawsze gdzieś wychodząc nie mogłem sobie odmówić
jednego dwóch piw, bałem się że nie mogę jej wiele zaoferować,
nie mam własnego mieszkania, a moja praca jest przeciętna. Bałem
się że nigdy nie uda mi się odzwierciedlić tak bardzo uczucia jakim
mnie darzyła. W sumie to sam stwarzałem sobie problemy. Ale w końcu
zacząłem szukać rozwiązań. Nadszedł w końcu czas że naprawdę
szczerze powiedziałem sobie jak ją cholernie kocham. ale
powiedziałem sobie to tylko w myślach, nie powiedziałem jej wtedy
wprost.
Byłem pewien, że teraz jest już wszystko dobrze, że w końcu
pokażę jej swoją miłość, że będzie szczęśliwa, że nasza
miłość pokona wszystko co stanie na naszej drodze. Niestety było
już za późno. Ona nie chciała słuchać. Znalazł się ktoś inny.
Teraz zmieniłem się. Zmieniłem się dla niej. Stałem się otwarty,
dostrzegam wiele rzeczy, na niektóre patrzę z innej strony.
Dostrzegam nawet to, że między moimi rodzicami jest wciąż
miłość, ciepło, ograniczyłem spożycie alkoholu tylko do jakichś
większych okazji, nie zalewałem robaka mimo iż po rozstaniu często
miałem na to ochotę. Zmiany które ona zaczęła ja końcu
doprowadziłem do końca. Czuję że jestem lepszym człowiekiem. Może
nie idealnym, kimś wartym miłości. Jej miłości.

Przyjmując stwierdzeni, że nic się nie dziej bez przyczyny, to
powinienem być wdzięczny za to co się stało. Nasze rozstanie było
dobrym katalizatorem i przyspieszyło moją przemianę. Ale dlaczego
nie mogło to się stać troszkę wolniej, bym mógł wspólnie z moją
dziewczyną się tym cieszyć.
Staram się tłumaczyć sobie, że los, czy jak kto woli moja
podświadomość doprowadziła do rozstania, gdyż to jest najlepsze co
mogło nas spotkać z wszystkich możliwych zdarzeń. Ale kto mi
zagwarantuje, że to prawda, może to mogło być coś
najpiękniejszego, coś jedynego. Jej i moja miłość. Gdybym miał
tylko miesiąc więcej czasu, by ją przekonać, że warto było
przeżyć wszystkie lepsze i gorsze chwile, gdyż teraz będzie dobrze.
Z każdym dniem lepiej.
Czemu nie stało się tak, że przeżyłem swoją lekcję, nauczyłem
się nowych rzeczy w trakcie naszego związku, przecież była taka
możliwość. Teraz wiem, że bylibyśmy szczęśliwi. I ona I ja razem
z nią. Gdybym się tylko nie bał.





jeden z wielu

Posted: 11 Gru 2006 14:01:32



Dzięki za wsparcie "adam-rybnik"
Liczę że kiedyś ten ból minie. Że w końcu skończy sie kiedyś
żałoba i znów będę w pełni potrafił sie cieszyć światem.
Tylko szkoda że to nie już teraz. I że nie z nią :( ;(





jeden z wielu

Posted: 11 Gru 2006 14:03:59




to po prostu okrutny swiat, nie ma tu jednego spokojnego miejsca,
trzeba być zawsze gotowym na cios :)

pozdr

Też się zastanawiam, czemu nigdy nie można dostać tego co się
chce.
Zawsze się wydarzy coś niespodziewanego. Nie ważne jakby byśmy byli
pewni czegoś to i tak w ostatnim momencie następuje zwrot i wszystko
lega w gruzach.





AiKSz

Posted: 11 Gru 2006 17:12:47





Że w końcu skończy sie kiedyś
żałoba i znów będę w pełni potrafił sie cieszyć światem.
Tylko szkoda że to nie już teraz. I że nie z nią :( ;(

żałoba minie kiedy doprowadzisz logiczny wywód do końca,
kiedy zrozumiesz, że ktoś kogo kochasz poszukuje szczęścia ( a może właśnie
znalazł !!!)
nie bądź takim egoistą ;)))
powodzenia

pozdro








misiczka

Posted: 11 Gru 2006 19:01:23





Czemu nie stało się tak, że przeżyłem swoją lekcję, nauczyłem
się nowych rzeczy w trakcie naszego związku, przecież była taka
możliwość.

Gdybyś przeczytał uważnie "Historię Jill", to nie zadawałbyś takich pytań.
Sądząc po tym co piszesz, bardziej zależy Ci na użalaniu się nad sobą, niż
na przyjęciu lekcji i wyciągnięciu z niej wniosków.

pozdrawiam,
Lesława Jaworowska



zakr

Posted: 11 Gru 2006 20:26:26




Też się zastanawiam, czemu nigdy nie można dostać tego co się
chce.
Zawsze się wydarzy coś niespodziewanego. Nie ważne jakby byśmy byli
pewni czegoś to i tak w ostatnim momencie następuje zwrot i wszystko
lega w gruzach.

To złe myślenie. W ten sposób "programujesz" się na porażkę. Przy takim
przekonaniu zawsze zrobisz coś, co doprowadzi do porażki. To nie zły los,
ale często podświadome działanie. Przeanalizuj historie swoich porażek i
zauważ ile razy zachowałeś się nielogicznie (z obecnego punktu widzenia), i
takie właśnie zachowanie doprowadziło do porażki. Nie na darmo psychologowie
mówią o potrzebie "pozytywnego myślenia".

Zresztą, radzę Ci znajdź dobrego psychologa, tylko takiego prawdziwego a nie
"domorosłego" (czyli uczącego jak osiągnąć sukces przez dobór barwy głosu
czy inne pierdoły). I wcale nie sugeruję Ci przez to że jesteś nienormalny,
albo coś takiego. Po prostu bardzo trudno jest przekonać samego siebie i bez
fachowej pomocy może to zająć lata.





Butterfly

Posted: 12 Gru 2006 00:45:06



No właśnie... czemu ten los tak potrafi dobijać...?
To ja może tylko dodam że zanim do kraju naszego zawitała tak obszernie
wiedza ezoteryczna wiele razy zastanawiałam się np. (niech będzie w temacie)
dlaczego mój tata mnie zostawił i pozwolił żebym miała takie a nie inne
życie. Tworzenie sobie w dalszym zyciu związku z facetem było jak jazda
figurowa na lodzie z workami cegieł u szyi ;)
Dlaczego nie urodziłam się w innych okolicznosciach żeby było mi łatwiej?

Ano, zgadzam się że chodzi o dobrowolne przepracowanie pewnych rzeczy w
zyciu, wyrwanie się ze schematów i rozpostarcie skrzydeł.
Tak u mnie jak i u Ciebie - stad określone warunki w jakich sie rodzimy,
dorastamy i ludzie którzy nas otaczają.
Wolny wybór mamy zawsze ale czasami długo idziemy tą samą ścieżką,
popełniając te same błedy bo uważamy że nie mamy innego wyboru albo że nie
stać nas na nic wiecej.

Dusza tamtej dziewczyny zapewne zgodziła się pomóc Ci popracować nad pewnymi
sprawami i poszła swoją drogą. Wiesz już że można żyć inaczej i wiesz że
możesz o wiele wiecej niż przypuszczałeś.

A ona ma prawo iść swoja drogą bo nalezy tylko do siebie samej,
nie jest niczyją własnością, tak wybrała.
Miłość to tak wielka energia że czasami trzeba więcej czasu żeby się
"uspokoiła" ale na pewno pomóc w tym może świadome podejście do tematu.
Jesli zdecydujesz się zwrócić wolność jej i sobie to z pewnością za jakiś
czas zawita do Twojego zycia inny piękny motyl... tylko pozwól mu na to.

Również polecam Ci książke "Radykalne Wybaczenie", to dobra książka.

M.



adam-rybnik

Posted: 12 Gru 2006 03:17:04



własnie że nie ...
nie trzeba nic zrozumieć ....
poprostu musi minąć pewny (dla każdego inny) okres czasu ... kiedy to ból
minie :) ciężko to zrozumieć ... ale nastąpi to na 1000% :-) ja się męczyłem
kiedyś 2-3 miesiące :-) teraz od tamtego czasu minęły 3 lata, bólu nie ma
wogóle ... jedynie gdy spotkam tą osobę na ulicy - wspomnienia:))) jest
zupełnie ok ... mimo że było beznadziejnie:]



Że w końcu skończy sie kiedyś
żałoba i znów będę w pełni potrafił sie cieszyć światem.
Tylko szkoda że to nie już teraz. I że nie z nią :( ;(

żałoba minie kiedy doprowadzisz logiczny wywód do końca,
kiedy zrozumiesz, że ktoś kogo kochasz poszukuje szczęścia ( a może
właśnie

znalazł !!!)
nie bądź takim egoistą ;)))
powodzenia

pozdro










adam-rybnik

Posted: 12 Gru 2006 03:20:09



i tu też jesteś w błędzie ...
pomyśl sobie, jakbyś stracił teraz kilka ważnych rzeczy które masz ...
czyśbyś nie powiedział, że dlaczego nie można mieć tegoco się chce ?? miałeś
... choćby ją :-) ... ale takie rzeczy zauważamy dopiero, jak je stracimy
....

przykład ....
1) szkoła ... może być beznadziejnie, głupi plan, masakra z nauką ... masz
jej dość ... a jeśli coś się wydarzy złego i Cię z niej wyrzucą ?? będziesz
w dupie :] i marzył żeby tam chodzić ...
2) może Cię wqrzać na każdym kroku hmhmh siostra ... a co gdy jej zabraknie
? ;-)

w sumie wszystko należy docenić dopóki się to ma ...pozdrawiam



to po prostu okrutny swiat, nie ma tu jednego spokojnego miejsca,
trzeba być zawsze gotowym na cios :)

pozdr

Też się zastanawiam, czemu nigdy nie można dostać tego co się
chce.
Zawsze się wydarzy coś niespodziewanego. Nie ważne jakby byśmy byli
pewni czegoś to i tak w ostatnim momencie następuje zwrot i wszystko
lega w gruzach.







jeden z wielu

Posted: 12 Gru 2006 07:54:43





To złe myślenie. W ten sposób "programujesz" się na porażkę. Przy takim
przekonaniu zawsze zrobisz coś, co doprowadzi do porażki. To nie zły los,
ale często podświadome działanie. Przeanalizuj historie swoich porażek i
zauważ ile razy zachowałeś się nielogicznie (z obecnego punktu widzenia), i
takie właśnie zachowanie doprowadziło do porażki. Nie na darmo psychologowie
mówią o potrzebie "pozytywnego myślenia".

Poczytałem troszkę o magi kahunów, o pozytywnym myśleniu, o
potędze podświadomości i rzeczywiście wiem że powinno się
myśleć pozytywnie, Ale właśnie moje doświadczenie powoduje, że
czasami na prawdę w to wątpię. Jeżeli jest coś co ma się stać i
podchodzę do tego myśląc pozytywnie to najczęściej właśnie to mi
nie wychodzi. A rzeczy na których mi nie zależy, lub przygotowuję
się że będzie źle, nastąpi coś złego rozwiązują się same
pozytywnie.

Doświadczenie ze szkoły:
Zaliczenia po których byłem pewien, że napisałem dobrze bo się
dobrze przygotowałem, zazwyczaj oblewałem, a te które do których
nastawiałem się negatywnie, że będzie ciężko, że nic nie umiem,
okazywało się że dostałem łatwe pytania, z jakiego powodu
odwołano zaliczenie, lub po prostu udało mi się coś odpisać.
Ostatni taki przykład 11.12.2006 poświęciłem na przeczytanie
materiałów dotyczących zaliczenia w sumie może godzinkę i byłem
pewien że nie zaliczę, bo niewiele umiałem. źle się czułem
(psychicznie) i nie chciało mi się uczyć. Oczywiście zaliczyłem.
Niedawno temu miałem problem, bo zmówiliśmy pewne części, ale
okazało się że podobno nie zapłaciliśmy poprzedniej faktury (co
czasami zdarzało się w naszej firmie). O czym zostałem poinformowany
telefonicznie. Było to pod koniec pracy, wiec następnym razem w
drodze do pracy już zastanawiałem się jak to mam wytłumaczyć, co
zrobić, żeby jednak to wysalali, że zapewne nie uda mi się nic
zrobić że to strasznie głupia sytuacja. Wyjaśniać sytuację
okazało się że wszystko zostało zapłacone w terminie, tylko w
tamtej firmie był jakiś błąd, a materiały zostały już wysłane
za zaliczeniem pocztowym.
Mojej obecnie byłej dziewczyny szukałem przez 3 lata. Przez ten okres
wierzyłem że naprawdę gdzieś tu za rogiem stoi moje szczęście.
Idąc na jakieś spotkanie imprezę wierzyłem że może już dzisiaj
poznam nową sympatyczną dziewczynę. I co?? Nic. Poznałem ją
dopiero, gdy straciłem nadzieję, przestałem myśleć o tym że już
wkrótce ją znajdę. Sama się znalazła gdy nie szukałem.
Nasz związek trwał dopóki wciąż zastanawiałem się czy to ona.
Czy będziemy razem szczęśliwi. Czy przetrwamy. I co Oczywiście
zepsuło się gdy byłem pewien, że nasza wspólna szczęśliwa
przyszłość jest możliwa, Gdy byłem pewien, że kocham ją jak
diabli.
Tak samo myślałem pozytywnie po rozstaniu, że wszystko uda się
naprawić. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem i co Jak
zwykle nic.
To jest tylko kilka z wielu rzeczy.

Dlatego mam straszne dylematy. Czy myśleć pozytywnie czy nie.
Z jednej strony wiem że powinienem myśleć pozytywnie, by coś
osiągnąć, że myśląc negatywnie mogę ściągnąć na siebie
poprzez podświadomość złe rzeczy. Ale z drugiej strony
zauważyłem, że gdy podchodzę do sprawy nastawiony negatywnie, że
to się nie uda. To sytuacja sam się w jakiś sposób rozwiązuje. Tak
jakby moja podświadomość bała się tego i wówczas pracowała na
zwiększonych obrotach by znaleźć jakieś rozwiązanie.
To jest strasznie skomplikowane. Może kiedyś uda mi się to
rozwiązać.

Zresztą, radzę Ci znajdź dobrego psychologa, tylko takiego prawdziwego a nie
"domorosłego" (czyli uczącego jak osiągnąć sukces przez dobór barwy głosu
czy inne pierdoły). I wcale nie sugeruję Ci przez to że jesteś nienormalny,
albo coś takiego. Po prostu bardzo trudno jest przekonać samego siebie i bez
fachowej pomocy może to zająć lata.

Nie jest ze mną chyba tak źle. Doła łapię czasami gdy wydaje mi
się że jeszcze coś mogę zrobić. I w tenczas myslę o tym co
zrobić i jak co powiedzieć. (mam coś jakby natrętne mysli - ale
zaczynam z nimi walczyć poprzez wyciszanie) I czasami gdy naprawdę
wydaje mi się że byłem głupcem.
Ale myślę że już w krótce to się zmieni. Chciałbym jeszcze raz
się znią spotkać. Ten ostatni raz. I to będzie moje porzegnanie.
Dziekuję za rady od serca.





jeden z wielu

Posted: 12 Gru 2006 07:59:34





żałoba minie kiedy doprowadzisz logiczny wywód do końca,
kiedy zrozumiesz, że ktoś kogo kochasz poszukuje szczęścia ( a może właśnie
znalazł !!!)
nie bądź takim egoistą ;)))
powodzenia

Tak to sobie staram tłumaczyć. Że być może z innym będzie
bardziej szczęśliwsza, albo może czyjeś szczęście jest mozliwe
tylko z nią.
Ale mimo wszystko to boli.
Problem w tym że w momęcie gdy powinienm byc egoistą myślałem o
jej szczęściu gdy mnie to bolało. I pozwoliłem jej odejść. A gdy
chcialem to naprawić to sie już nie dało.
A teraz żałuję bo mogliśmy być szczęsliwi razem.





jeden z wielu

Posted: 12 Gru 2006 08:03:52





Dusza tamtej dziewczyny zapewne zgodziła się pomóc Ci popracować nad pewnymi
sprawami i poszła swoją drogą. Wiesz już że można żyć inaczej i wiesz że
możesz o wiele wiecej niż przypuszczałeś.

A ona ma prawo iść swoja drogą bo nalezy tylko do siebie samej,
nie jest niczyją własnością, tak wybrała.
Miłość to tak wielka energia że czasami trzeba więcej czasu żeby się
"uspokoiła" ale na pewno pomóc w tym może świadome podejście do tematu.
Jesli zdecydujesz się zwrócić wolność jej i sobie to z pewnością za jakiś
czas zawita do Twojego zycia inny piękny motyl... tylko pozwól mu na to.

Pięknie napisane.





jeden z wielu

Posted: 12 Gru 2006 08:08:45




i tu też jesteś w błędzie ...
pomyśl sobie, jakbyś stracił teraz kilka ważnych rzeczy które masz ...
czyśbyś nie powiedział, że dlaczego nie można mieć tegoco się chce ?? miałeś
... choćby ją :-) ... ale takie rzeczy zauważamy dopiero, jak je stracimy

Wiem że mam dużo, zdrowie, rodziców, pracę, kilku przyjaciół, i
sporo innych rzeczy,
Wiem, że tak samo bym się czół gdyby stracił cos z nich.
Ale dlaczego straciłem ją gdy naprawdę zacząłem doceniać
szczęście z nią.
Wydawało mi się że byłem dobrym człowiekiem. teraz myślę że
musiałem być potworem. Inaczej nie spotkała by mnie taka kara.





jeden z wielu

Posted: 12 Gru 2006 08:11:09




własnie że nie ...
nie trzeba nic zrozumieć ....
poprostu musi minąć pewny (dla każdego inny) okres czasu ... kiedy to ból
minie :) ciężko to zrozumieć ... ale nastąpi to na 1000% :-) ja się męczyłem
kiedyś 2-3 miesiące :-) teraz od tamtego czasu minęły 3 lata, bólu nie ma
wogóle ... jedynie gdy spotkam tą osobę na ulicy - wspomnienia:))) jest
zupełnie ok ... mimo że było beznadziejnie:]

Mam taką nadzieję. Marzenie, że może za kilka lat miniemy się
gdzieś na ulicy prowadząc swoje dzieci za raczki i oboje się
ucieszymy, że mimo wszystkiego jesteśmy szczęśliwi w życiu





zakr

Posted: 12 Gru 2006 18:28:53




Poczytałem troszkę o magi kahunów, o pozytywnym myśleniu, o
potędze podświadomości i rzeczywiście wiem że powinno się
myśleć pozytywnie, Ale właśnie moje doświadczenie powoduje, że
czasami na prawdę w to wątpię. Jeżeli jest coś co ma się stać i
podchodzę do tego myśląc pozytywnie to najczęściej właśnie to mi
nie wychodzi. A rzeczy na których mi nie zależy, lub przygotowuję
się że będzie źle, nastąpi coś złego rozwiązują się same
pozytywnie.

Bo winne jest Twoje nastawienie. Ty świadomie myślisz pozytywnie, ale w
podświadomości "O Boże, na pewno znów coś pójdzie nie tak" i idzie nie tak.

Nasz związek trwał dopóki wciąż zastanawiałem się czy to ona.
Czy będziemy razem szczęśliwi. Czy przetrwamy. I co Oczywiście
zepsuło się gdy byłem pewien, że nasza wspólna szczęśliwa
przyszłość jest możliwa, Gdy byłem pewien, że kocham ją jak
diabli.

Wiesz co?! Im więcej piszesz na ten temat, tym bardziej jestem przekonany że
mam rację. PO prostu boisz się myśleć że się uda w obawie przed tym że się
nieuda.

Tak samo myślałem pozytywnie po rozstaniu, że wszystko uda się
naprawić. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem i co Jak
zwykle nic.

Żadko kiedy ma się drugą szansę. Wybacz brutalność (ale to życie jest
brytalne) może zamiast rozczulać się nad sobą należy zaplanować działania
mające na celu odzyskanie Twojej dziewczyny i przeprowadzić je. Przmyśleć co
może pójść nie tak i przygotować warianty przeciwdzialania. To wbrew pozorom
jest możliwe i wcale nie takie trudne. Ma jeszcze tą zaletę że nie ma
miejsca na pecha i jak dobrze zaplanujesz - musi się udać.

To jest strasznie skomplikowane. Może kiedyś uda mi się to
rozwiązać.

Kiedyś może być za późno. Rozwiąż dziś,

Nie jest ze mną chyba tak źle. Doła łapię czasami gdy wydaje mi
się że jeszcze coś mogę zrobić. I w tenczas myslę o tym co
zrobić i jak co powiedzieć. (mam coś jakby natrętne mysli - ale
zaczynam z nimi walczyć poprzez wyciszanie) I czasami gdy naprawdę
wydaje mi się że byłem głupcem.

To że do psychologa idzie się wtedy gdy jest naprawdę źle, albo gdy zaczyna
się wariować, to równie pospolite co błędne poglądy. Wtedy idzie się do
psychiatry. Zresztą są tacy co wolą wróżkę, albo jakiegoś znachora, ale tu
nigdy nie masz gwarancji, że trafisz na kogoś, kto jest dobrym (choć
domorosłym) psychologiem.
Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic - mogę Ci polecić panią profesor
psychologii, u której kiedyś miałem przyjemnośc mieć wykłady z psychologii.
Potrafi cuda o jakich nie śniło się wróżkom i wcale nie są to jakieś rzeczy
nadprzyrodzone, ale czysta nauka. Niestety nie wiem czy przyjmuje prywatnie.

Ale myślę że już w krótce to się zmieni. Chciałbym jeszcze raz
się znią spotkać. Ten ostatni raz. I to będzie moje porzegnanie.

To się spotkaj. Zaplanuj to spotkanie i odzyskaj ją. Dlaczego masz się
spotykać po raz ostatni?!? Przedewszystkim porozmawiaj z nią szczerze.
Powiedz jej o tym co czułeś, o wszystkim tym co ty napisałeś. Wiem że to
trudne, ale coś za coś.





AiKSz

Posted: 12 Gru 2006 18:38:48




Poczytałem troszkę o magi kahunów, o pozytywnym myśleniu, o
potędze podświadomości i

(...)

Doświadczenie ze szkoły:

(..)

Mojej obecnie byłej dziewczyny szukałem przez 3 lata. Przez ten okres

(...)

To jest tylko kilka z wielu rzeczy.

wygłada że Twoja podświadomość to prawdziwy figlarz :)
zrobi wszystko żeby udowodnić Ci, że nigdy nie możesz mieć racji

Dlatego mam straszne dylematy. Czy myśleć pozytywnie czy nie.
Z jednej strony wiem że powinienem myśleć pozytywnie, by coś
osiągnąć, że myśląc negatywnie mogę ściągnąć na siebie
poprzez podświadomość złe rzeczy.

i tylko dlatego myślisz pozytywnie?
jak powiedzał filozof jakiś tam (no nie pamiętam : ))
piekło jest dla tych którzy w nie wierzą a nagłębszy jego krąg jest dla tych
którzy są religijni tylko ze strachu przed piekłem

pozdr






AiKSz

Posted: 12 Gru 2006 18:56:03




własnie że nie ...
nie trzeba nic zrozumieć ....
poprostu musi minąć pewny (dla każdego inny) okres czasu ... kiedy to ból
minie :) ciężko to zrozumieć ... ale nastąpi to na 1000% :-) ja się
męczyłem

kiedyś 2-3 miesiące :-) teraz od tamtego czasu minęły 3 lata, bólu nie ma
wogóle ... jedynie gdy spotkam tą osobę na ulicy - wspomnienia:))) jest
zupełnie ok ... mimo że było beznadziejnie:]

myśle, że lepiej jednak zrozumieć wtedy można wyzwolić się,
można oczywiście zrobic i tak jak piszesz; z czasem ból schowa sie gdzieś
tam wgłąb można powiedzieć ,ze tak jak organizm oddziela sie od obcego
ciała, powstaje jakaś tam otoczka
ale jednak złe emocja nie giną, to tylko zależy od tego jak ktoś potrafi je
wytłumic,
a czasem wystarczy jedno słowo by obudzić demona

pozdr







jeden z wielu

Posted: 13 Gru 2006 16:40:40




To się spotkaj. Zaplanuj to spotkanie i odzyskaj ją. Dlaczego masz się
spotykać po raz ostatni?!? Przedewszystkim porozmawiaj z nią szczerze.
Powiedz jej o tym co czułeś, o wszystkim tym co ty napisałeś. Wiem że to
trudne, ale coś za coś.

Niestety to będzie ostatnie spotkanie.
Próbowałem z nią porozmawiać. Powiedzieć, co do niej czuję. Ale
jest już za późno. Ona ma innego. Jest podobno w nim zakochana. A
mnie nie chce już słuchać.
Miałem swoją szansę i jej nie wykorzystałem.
Smutne, ale prawdziwe.
Zgubione szczęście nigdy nie wraca, choć by się chciało.

Dziękuję wszystkim za pomoc.
Mam jeszcze prośbę:

Jeżeli będziecie mieli troszkę czasu proszę pomyślcie na chwilkę
o mnie pozytywnie.

Dziękuję i pozdrawiam
Janek

Daremne żale - próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu
- Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą
- Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.





zakr

Posted: 13 Gru 2006 17:00:15




Niestety to będzie ostatnie spotkanie.
Próbowałem z nią porozmawiać. Powiedzieć, co do niej czuję. Ale
jest już za późno. Ona ma innego. Jest podobno w nim zakochana. A
mnie nie chce już słuchać.
Miałem swoją szansę i jej nie wykorzystałem.
Smutne, ale prawdziwe.
Zgubione szczęście nigdy nie wraca, choć by się chciało.

A zatem nie spotykaj się z nią. Bo niby w jakim celu?!
Znajdź kogoś innego. Może to nawet lepiej. Jeśłi pokochała kogoś innego, to
znaczy że dla niej nie byłeś tym "jedynym" pewnie to co nastąpiło,
nastapiłoby prędzej czy później. Zatem lepiej że wcześniej. Może to wcale
nie było nieszczęśliwe wydażenie, ale wręcz przeciwnie?!





arian

Posted: 13 Gru 2006 20:47:27




Poczytałem troszkę o magi kahunów, o pozytywnym myśleniu, o
potędze podświadomości i rzeczywiście wiem że powinno się
myśleć pozytywnie, Ale właśnie moje doświadczenie powoduje, że
czasami na prawdę w to wątpię.

Wątpisz w to co wiesz? mimo że w głebi uważasz to za słuszne....
nie dobrze siejesz pozytywne ziarenko i momentalnie zasiewacz ogromnego
chwasta

Jeżeli jest coś co ma się stać i
podchodzę do tego myśląc pozytywnie to najczęściej właśnie to mi
nie wychodzi.

za bardzo szukasz, za bardzo czekasz, zbyt niecierpliwy jesteś...
idziesz w złą strone. Musisz czekać aż to samo przyjdzie
Wszelka skuteczna magia opiera się na trzech podstawach: wyobraźni,
emocjach i odczuciach
Musisz naprawdę wierzyć w to, co chcesz pokazać światu. I wierzyć,
że świat ma dla ciebie to, co ci jest od niego potrzebne. I wtedy
świat bez oporów zaspokoi wszystkie twoje potrzeby, na których
zaspokojenie się zgodzisz.

Musisz WIEDZIEĆ, że to jest prawda. Bóg nie stworzył
rzeczywistości, w której żyjesz, to ty utworzyłeś ją, za pomocą
Bożej mocy, którą wszyscy posiadamy. Posiadasz więcej mocy niż
myślisz, musisz sobie to uświadomić i wykorzystać moc, która jest
w tobie

A rzeczy na których mi nie zależy, lub przygotowuję
się że będzie źle, nastąpi coś złego rozwiązują się same
pozytywnie.

bo nie myślisz o nich w takich kategoriach jak o rzeczach
pozytywnych.... wysyłasz informacje "niech tak będzie", dodajesz do
tego emocje "fajnie było by jeśli wyjdzie dobrze" otrzymujesz
rozwiązanie "miało być źle a jest dobrze" - kodujesz
podświadomość by tak włąsnie działała...


Doświadczenie ze szkoły:
Zaliczenia po których byłem pewien, że napisałem dobrze bo się
dobrze przygotowałem, zazwyczaj oblewałem, a te które do których
nastawiałem się negatywnie, że będzie ciężko, że nic nie umiem,
okazywało się że dostałem łatwe pytania, z jakiego powodu
odwołano zaliczenie, lub po prostu udało mi się coś odpisać.

Dowiedz sie troszke jezeli masz czas czym jest LUSTRO, badz technika
lustra...

Ostatni taki przykład 11.12.2006 poświęciłem na przeczytanie
materiałów dotyczących zaliczenia w sumie może godzinkę i byłem
pewien że nie zaliczę, bo niewiele umiałem. źle się czułem
(psychicznie) i nie chciało mi się uczyć. Oczywiście zaliczyłem.

hmm... no i ? :) czy to źle... nie potrafisz sie cieszyc z sukcesów,
obstawiasz tylko przegrane pozycje.... zamiast podejsc do wszystkie na
zasadzie "bedzie dobrze", Ty po prostu wybierasz

Niedawno temu miałem problem, bo zmówiliśmy pewne części, ale
okazało się że podobno nie zapłaciliśmy poprzedniej faktury (co
czasami zdarzało się w naszej firmie). O czym zostałem poinformowany
telefonicznie. Było to pod koniec pracy, wiec następnym razem w
drodze do pracy już zastanawiałem się jak to mam wytłumaczyć, co
zrobić, żeby jednak to wysalali, że zapewne nie uda mi się nic
zrobić że to strasznie głupia sytuacja. Wyjaśniać sytuację
okazało się że wszystko zostało zapłacone w terminie, tylko w
tamtej firmie był jakiś błąd, a materiały zostały już wysłane
za zaliczeniem pocztowym.

j.w

Mojej obecnie byłej dziewczyny szukałem przez 3 lata.

Proponuje Ci abyś od dziś, zamiast szukać nastawiał sie na
znalezienie

Przez ten okres wierzyłem że naprawdę gdzieś tu za rogiem stoi moje szczęście.
Idąc na jakieś spotkanie imprezę wierzyłem że może już dzisiaj
poznam nową sympatyczną dziewczynę. I co?? Nic.

A no nic! bo i tak w gruncie rzeczy wiedziałeś że nie znajdziesz....
a jak już pewnie kogoś spotkałeś to podłuższej chwili
stwierdzałeś ze jest nieatrakcyjny

Poznałem ją dopiero, gdy straciłem nadzieję, przestałem myśleć o tym że już
wkrótce ją znajdę. Sama się znalazła gdy nie szukałem.

zamiast szukać nastawiłeś sie na znalezienie i o to masz rezultat

Nasz związek trwał dopóki wciąż zastanawiałem się czy to ona.

Pogratulować :)
Nie chce być nie miły ale to troche nie fer wobec niej było - to raz
A po dwa niepotrzebne gdybanie.... zasiałeś ziarenko strachu i lęku,


Czy będziemy razem szczęśliwi. Czy przetrwamy.

Pewność przedewszystkim to raz.... na tym świecie najpewniejsze
rzeczy to pewniki. Musisz być pewny swoich wyborów, inaczej staną
sie one odwrotnością a Ty poniesiesz ich konsekwencje

I co Oczywiście
zepsuło się gdy byłem pewien, że nasza wspólna szczęśliwa
przyszłość jest możliwa, Gdy byłem pewien, że kocham ją jak
diabli.

zasiałęś ziarenko niezgody :) i zebrałeś plony... podlewałeś je
tak długo aż wyrosło na pięknego i dużego chwasta.... już było
za puźno na ten ładny kwiatek twojej pewności co do tej osoby,tak to
działa, przyczyna-skutek, akcja-reakcja.... czas nie ma tu znaczenia

Tak samo myślałem pozytywnie po rozstaniu, że wszystko uda się
naprawić.
Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem i co Jak
zwykle nic.

konsekwencja twoich niepewnych myśli rozpoczeła łancuch
przyczynowo-skutkowy którego już nie da sie odwrócić... tzn Ty nie
potrafisz tego zrobić


Dlatego mam straszne dylematy.

jak większość... ale uwierz mi zamiast dylematów bądź pewny
swoich wyborów, ufaj intuicji

Czy myśleć pozytywnie czy nie.

na twoim miejscu nie probował bym nie.... ale jak chcesz, to zobacz co
sie stanie :)

Z jednej strony wiem że powinienem myśleć pozytywnie, by coś
osiągnąć, że myśląc negatywnie mogę ściągnąć na siebie
poprzez podświadomość złe rzeczy.

Oj nie uczysz sie na błędach.... nic a nic,

Ale z drugiej strony
zauważyłem, że gdy podchodzę do sprawy nastawiony negatywnie, że
to się nie uda. To sytuacja sam się w jakiś sposób rozwiązuje.

nic podobnego..... wcale nie podchodzisz negatywnie, tylko Ci sie tak
wydaje.... podświadomość robi to co dla niej jest słuszne, tak ją
sobie wychowałeś, ma w dupie świadomość, nie interesują ją
konsekwencje

Tak jakby moja podświadomość bała się tego i wówczas pracowała na
zwiększonych obrotach by znaleźć jakieś rozwiązanie

Nie... ona robi tak by było dobrze z jej pkt widzenia, pkt który sam
wytworzyłeś
Jak sobie pościelesz tak sie wyśpisz - głosi przysłowie.... albo
jak sobie wychowasz podświadomość tak ona bedzie działć
Przypomina to troche chaos ale tak jest, podświadomość rządzi sie
swoimi prawami, a to co sie dzieje za jej sprawą może wydawać sie
nielogiczne - lecz i to ona ma w pupie :). Możesz sie nauczyć tych
praw - lecz nic Ci to nie da, ale mozesz je zrozumieć, wtedy otworzy
sie przed tobą droga do samorozwoju i polepszenia swoich warunków....
sama świadomość tego że jest sie dobrym człowiekiem, że sie
zmieniło, tak naprawde nie robi tutaj róźnicy - ty musisz to
wkodować w podświadomość

To jest strasznie skomplikowane. Może kiedyś uda mi się to
rozwiązać.

Może? lepiej nastaw sie na to że Ci sie uda... że już Ci sie
udało, że włąsnie widzisz jak Ci sie udaje





zakr

Posted: 13 Gru 2006 22:39:08



Użytkownik "arian" napisał:

Dowiedz sie troszke jezeli masz czas czym jest LUSTRO, badz technika
lustra...

A mógłbyś nieco rozwinąć temat?! Trudno znaleźć coś konkretnego nie wiedząc
czego się szuka.





jeden z wielu

Posted: 14 Gru 2006 12:10:46





Bo winne jest Twoje nastawienie. Ty świadomie myślisz pozytywnie, ale w
podświadomości "O Boże, na pewno znów coś pójdzie nie tak" i idzie nie tak.

Zaczynam być świadomy, że to moje myślenie wszystko psuje, ale to
trudno jest zmienić. Jeżeli powie się komuś żeby czasem nie
pomyślał o pysznej czekoladzie to jaka będzie jego pierwsza myśl
która mu przyjdzie do głowy?? Staram się to teraz zmienić wyciszyć
się robiąc krótkie przerwy podczas dnia głęboko oddychając
starając się odgonić zbędne myśli i czasami wyobrażam płomień
świecy.


Wiesz co?! Im więcej piszesz na ten temat, tym bardziej jestem przekonany że
mam rację. PO prostu boisz się myśleć że się uda w obawie przed tym że się
nieuda.

Być może masz rację.

Żadko kiedy ma się drugą szansę. Wybacz brutalność (ale to życie jest
brytalne) może zamiast rozczulać się nad sobą należy zaplanować działania
mające na celu odzyskanie Twojej dziewczyny i przeprowadzić je. Przmyśleć co
może pójść nie tak i przygotować warianty przeciwdzialania. To wbrew pozorom
jest możliwe i wcale nie takie trudne. Ma jeszcze tą zaletę że nie ma
miejsca na pecha i jak dobrze zaplanujesz - musi się udać.

he he. Z tym planowaniem to na prawdę mi nie wychodzi. Prawie 2
tygodnie próbowałem zorganizować nasze niby przypadkowe spotkanie.
Wiedziałem do której ma zajęcia w szkole i mniej więcej którymi
autobusami powinna wracać. Spędziłem sporo godzin na przystanku
niedaleko jej uczelni licząc że ją spotkam i będę mógł
porozmawiać z nią w czasie drogi powrotnej ( specjalnie dla tego
jeździłem do miejscowości 20 kilometrów dalej) . Dopiero po 2
tygodniach się udało mimo że teoretycznie powinno się udać
wcześniej.
Kiedyś zaplanowałem sobie że kupię kwiaty i spróbuję z nią
porozmawiać powiedzieć co czuję. W tedy wiedziałem już na pewno
którym autobusem jeździ i o której powinna być w swojej
miejscowości. Czekałem na nią na przystanku. Najpierw się okazało,
że autobus miał 30 minut spóźnienia, a potem, że akurat w tym dniu
nim nie jechała. No cóż poszedłem do niej do domu.

To jest strasznie skomplikowane. Może kiedyś uda mi się to
rozwiązać.

Kiedyś może być za późno. Rozwiąż dziś,

Narazie nie wiem jak.

To się spotkaj. Zaplanuj to spotkanie i odzyskaj ją. Dlaczego masz się
spotykać po raz ostatni?!? Przedewszystkim porozmawiaj z nią szczerze.
Powiedz jej o tym co czułeś, o wszystkim tym co ty napisałeś. Wiem że to
trudne, ale coś za coś.

Jak już wspomniałem moje planowanie nie jest za bardzo owocne. Choć
muszę przyznać że zaplanowałem sobie, lub po prostu chce ją
jeszcze raz spotkać i jest na to 99% że się uda. Umówieni jesteśmy
na poniedziałek.
Myślę że na szczerą rozmowę jest już za późno. Ona ma już
kogoś innego. Kogoś z kim czuje się szczęśliwie.
Nie wiem jk dalej wszystko się potoczy. Może znajdę sobie kogoś
dzięki komu zapomnę, a może za jakiś czas nasze drogi się znów
zejdą. Choć to ostatnie wydaje mi się już mało prawdopodobne

Myślę że odkryłem mój problem z sobą. Ja po prostu chyba dużo
chcę. może troszkę za dużo od losu. Zamiast się cieszyć tymi
mniejszymi rzeczami które mnie spotykają. No ale chyba każdy ma
jakieś wyobrażenia o swojej przyszłości, o tym jak będzie
wyglądała jego przyszła żona, jego wymarzony dom. Co chciałby
robić. Życie różnie kieruje naszymi losami, w trakcie niego
zmieniamy swoje wyobrażenia o przyszłości. Ale to trochę trwa.
Niestety czasami nie dostajemy wystarczającej ilości czasu.





arian

Posted: 14 Gru 2006 13:23:38




Użytkownik "arian" napisał:

Dowiedz sie troszke jezeli masz czas czym jest LUSTRO, badz technika
lustra...

A mógłbyś nieco rozwinąć temat?! Trudno znaleźć coś konkretnego nie wiedząc
czego się szuka.


--
Pozdrawiam
Zakr
mail: http://cerbermail.com/?7YobF6wygo
New antispam project - http://wiki.okopipi.org/wiki/Main_Page

Praktyka Lustra jest filozofia pracy ze swoim doświadczeniem
rzeczywistości. Oparta jest na kilku prostych założeniach:
1. Zakładam, że WSZYSTKO w moim życiu jest moim odbiciem, czymś co
sam tworzę, nie ma żadnych zbiegów okoliczności i wydarzeń, które
nie miałby związku ze mną. Jeśli cokolwiek dostrzegam lub czuję,
jeśli ma to na mnie jakikolwiek wpływ, to znaczy, że moja istota
przyciągnęła to lub stworzyła, aby mi coś uświadomić. Gdyby
jakaś część mnie nie znalazła swego odbicia, nie mógłbym jej
dostrzec. Wszyscy ludzie w moim życiu są odbiciem różnych
charakterów i odczuć, które istnieją we mnie.
2. Staram się by nigdy nie potępiać siebie za odbicia, które
widzę. Wiem, że nie ma nic negatywnego. Wszystko jest podarunkiem,
który zbliża mnie do samo-świadomości; przecież jestem tu po to,
by się uczyć. Dlaczego miałbym gniewać się na siebie, kiedy
dostrzegam rzeczy, których byłem nieświadomy?

Skoro się uznaje to ze świat jest lustrem, można wykorzystać ten
fakt, w pracy wewnętrznej do uzdrawiania świata zewnętrznego przez
uzdrawianie siebie: można z tym świadomie pracować

Generalnie to praktyki opierają się na rozwoju zaufania do twojego
świata i Wewnętrznego Przewodnika, Opiekuna, mistrza, WJa, Boga jako
mądrości przemawiającej do nas w tymże świecie zewnętrznym . Z
drugiej strony przemawia tutaj idea, ze nie ma potrzeby "babrania" się
w naszych projekcjach, zwłaszcza kiedy jeszcze nie umiemy
wykorzystywać tego - nasz wgląd, zrozumienie sytuacji nie
przekształca się od razu w adekwatne działanie.





arian

Posted: 14 Gru 2006 13:39:48




Użytkownik "arian" napisał:

Dowiedz sie troszke jezeli masz czas czym jest LUSTRO, badz technika
lustra...

A mógłbyś nieco rozwinąć temat?! Trudno znaleźć coś konkretnego nie wiedząc
czego się szuka.


--
Pozdrawiam
Zakr
mail: http://cerbermail.com/?7YobF6wygo
New antispam project - http://wiki.okopipi.org/wiki/Main_Page


Co do lustra moge napisać że zazwyczaj zaczyna się od tego: drażni
cię, że inni są wredni. A ty sam czyżbyś nie był Awredny? Gdybyś
nie był, to i inni nie pokazywaliby ci twej wredności. Drażni cię
głupota w innych, to przypatrz się sobie. Czy naprawdę jesteś aż
tak mądry, jak ci się wydaje? Po jakimś czasie rozmyślań człowiek
zauważa, że istotnie, w innych drażni go to, czego nie akceptuje sam
w sobie. Kiedy to w sobie zaakceptuje, przestaje się złościć na
innych. Ma więc praktyczny punkt odniesienia do posługiwania się
świadomością zwierciadła.

Pierwotna koncepcja świata jako zwierciadła umysłu, jeszcze pokutuje
w wyobraźni niektórych idealistów. Uczą oni, że świat jest
projekcją naszych myśli.
Miło sobie pomarzyć, że w swym umyśle stworzyłem ten tekst i
siebie, jako jego autora i że tak naprawdę, to wszystko jest tylko
iluzją - projekcją mojego umysłu. Ale w momencie, kiedy to Ty
stwierdziusz, że mnie nie ma, bo jest tylko projekcja twojego umysłu,
pewnie nie będzie mi do śmiechu :)

Na pewno otaczający nas świat odbija nasze myśli, wyobrażenia i
intencje. Mój świat jest inny od waszych, choć nawet możemy iść
wspólnie tym samym chodnikiem lub gapić się w ten sam ekran. Ty
zauważysz co innego, a ja co innego, bo co innego nas interesuje
(choćbyśmy się tylko różnili kilkoma szczegółami). Mój świat
jest więc projekcją moich wyobrażeń, a twój twoich, nawet jeśli
patrzymy na to samo i to samo widzimy. Mimo to, obiektywnie istnieją w
nim góry, miasta, wioski, rzeki.... Rzecz jednak w tym, że w twoim
świecie pełnią one inną rolę niż w moim. Podobnie jest z
mieszkającymi tu ludźmi. Ich rola jest taka, jaką im przypisujemy -
świadomie bądź podświadomie. W tym sensie świat jest lustrem
naszego umysłu.

Zazwyczaj przyjmuje się, że zwierciadło odbija wiernie obraz i nie
komentuje go. Kiedy widzę w lustrze swoją wstrętną morde, czy
piękny ryj, to oceny należą do mnie, a nie do lustra. Ono tylko
odbija to, co jest we mnie.
To wydaje się proste i logiczne, pod warunkiem wszakże, że nie udamy
się do gabinetu krzywych luster i nie używamy soczewek czy filtrów.
Tak właśnie większość terapeutów widzi rolę świadomości
lustra.
I co z tego wychodzi?

Otaczający nas świat - jako lustro - nie odbija naszych cech, ale
jest reakcją na nasze intencje.
To, co się dzieje w świecie, albo nas w ogóle nie dotyczy i dlatego
pozostaje poza zasięgiem naszych zainteresowań (odbija cudze
intencje), albo wpycha się na siłę do naszego sąsiedztwa lub
życia. Jest jeszcze inny przypadek, kiedy to my wpychamy się na
siłę w miejsca, gdzie wcale nie musielibyśmy się znaleźć.
Co z tego wynika?

Jeśli idę chodnikiem, a na nim leży psia kupa, to mogę jej nie
zauważyć i przejść obok, mogę nie zauważyć i wleźć w kupę,
albo też mogę zauważyć i wiedząc, że będzie mi but śmierdział,
świadomie i celowo ją rozdeptać. Ostatni przypadek zdarza się
niezwykle rzadko, kiedy spotykamy psie kupy, ale za to bardzo często,
kiedy mieszamy się w sprawy naszych bliskich (czyli pakujemy się w
g..., które sami sobie stworzyli). W tym wypadku czynimy tak,
ponieważ czujemy się zobowiązani, by pomagać naszym bliskim. A
"lustro" pokazuje nam, że weszliśmy w g..., choć nam się wydaje,
że ratujemy rodzinę lub kogoś, na kim nam zależy. Widzimy, w co
wdepnęliśmy, ale mamy nadzieję, że to oczyścimy. A lustro pokazuje
nam coś zupełnie innego....
Świat społecznych wydarzeń funkcjonuje na zasadzie "podobne
przyciąga podobne", a nie "takie samo przyciąga takie samo". Działa
w nim przyciąganie podobnych wibracji i dogrywanie się intencji.
Przyciąganie podobnych wibracji i dogrywanie się intencji jest
faktem. Jeśli zrozumiemy, jak to działa, to na pewno będziemy
potrafili pojąć, co pokazuje nam świat, jako lustro naszego umysłu.


To dlatego człowiek wypełniony miłością i życzliwością nie
przyciągnie do siebie zawistników i złodziei. Ale... zdarzają się
wypadki, kiedy ma on intencję przyciągania patałachów, by ich
napełniać swą miłością, nauczyć prosperowania, lub przybliżać
im oświecenie. W takim wypadku dochodzi do pomieszania intencji i
wibracji, a w efekcie do dysharmonii. Patałachy niczego nie zyskują,
za to człowiek, który musi się zniżyć do ich poziomu moralnego,
intelektualnego i energetycznego, dużo traci. Otoczenie - lustro
pokazuje mu wtedy jego własne intencje i efekty kierowania się nimi.
A on nie widząc tego, żali się na niewdzięczników, którzy go nie
doceniają. Nie zauważa, że oni potrafią w nim dostrzec tylko
kogoś, kto się wymądrza i wywyższa. Nie potrafią sobie bowiem
wyobrazić, że mógłby ich (we własnym mniemaniu gnojków)
traktować poważnie i z czystymi intencjami. On też jest ich lustrem
i pokazuje im, że w nich jest dobro, miłość, zdolność do
bogacenia się. Oni jednak najczęściej nie chcą widzieć takiego
obrazu siebie i interpretują go po swojemu, zgodnie z własną
samooceną i intencjami. Widzą w nim g... ponieważ nie potrafią
dostrzec w sobie niczego więcej. Na ich usprawiedliwienie niech
będzie to, że nikt nie uczył ich rozumieć świata jako lustra. Oni
nawet nie rozumieją, że mogą zebrać tylko plony tego, co posiali i
łudzą się, że taka filozofia to jest dobra, ale dla głupich
wieśniaków. Ludzie, których do siebie przyciągamy, pokazują nam
nasze intencje, a często stan wibracyjny - związany z uczuciami i
emocjami.

Ukryte intencje są bardzo ważne, jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego
spotykają nas pewne "nieprzewidziane" wydarzenia i dlaczego nie udaje
nam się coś, nad czym wiele lat pracujemy.
Można stwierdzić, że nasz świat jest taki, jakim sobie go jesteśmy
w stanie wyobrazić. Nie pojawia się w nim nic, co jest niezgodne z
naszymi wyobrażeniami i intencjami. I pojawia się tylko to, do czego
jesteśmy dostrojeni.

Jeśli widzimy świat ładnie, to na pewno dlatego, że mamy ładne o
nim wyobrażenia. Jeśli świat jest dla nas miłym i przyjemnym
miejscem, to dlatego że jesteśmy przekonani, że ma być właśnie
taki, a nie inny.
Świat rzeczywiście odbija jak w lustrze nasze przekonania i
nastawienia. Nie tylko w szczególnych chwilach, ale w każdej chwili!

Pracę ze świadomością lustra wielu ludziom utrudnia, lub wręcz
uniemożliwia, brak wiedzy na temat różnych poziomów wibracyjnych.
Wielu z nich twierdzi, że skoro Bóg stworzył świat, to jest on
jednakowo doskonały, to wszystkie stworzenia są wypełnione tą samą
miłością. Z tego wywodzą wniosek, że nie ma różnic w poziomie
wibracji miedzy ludźmi a zwierzętami, nie mówiąc już o różnicach
między ludźmi! Zresztą, co to w ogóle jest "jakaś tam" wibracja?!
"Przecież wszystko jest boską miłością!"

Ograniczając swój rozwój świadomości tylko do rozmyślań o
różnych sprawach, można się pogubić. Pogubiwszy się, można nawet
nie rozumieć, co nam świat pokazuje. A świat to przecież
różnorodność wibracji! Jedne z nich są dla nas korzystne, inne
nie. Jedne harmonizują z sobą, a inne nie. To, co lubi kot, czy
mrówka, niekoniecznie wychodzi nam na zdrowie.
Wielu ludzi twierdzi, że mają czyste intencje wobec siebie, ale nie
potrafią oni pojąć, dlaczego źle się czują czy chorują. A
przecież choroba wynika z zaburzeń harmonii. Zaburzeniu ulegają
wibracje. Zdarza się, że są one nieharmonijne, że zakłócają
energię wewnętrzną ciała, a ludzie się upierają, że nie ma dla
nich lepszego miejsca, jak przebywanie właśnie w zasięgu ich
działania.

Lustro pokazuje im, że nie jest to dla nich dobre miejsce i że mają
nieczyste intencje wobec swego zdrowia, ale oni "wiedzą lepiej". Nie
wierzą, że przyczyną ich zaburzeń może być brak harmonii wibracji
w otaczającym ich świecie. A ten otaczający ich świat wskazuje
wyraźnie na brak harmonii w ich umysłach!

Kiedy kierując się wiedzą na temat różnych poziomów wibracji
pomyślisz dalej logicznie, to pojmiesz, że śmierć nie może być
wrotami do duchowego raju, czy wiecznego życia w szczęściu, a
cierpienie zasługą, za którą dostajemy w nagrodę miłość. Bo co
posiałeś, to i zbierać będziesz.

Lustro pokazuje ci wyraźnie stan twych zasiewów: jeśli spotykasz
ludzi szczęśliwych i bogatych, to znaczy, że jesteś otwarty na ich
spotykanie. Nie musi znaczyć jednak, że już jesteś gotowy do
korzystania z bogactwa. O twej gotowości świadczy fakt, jak ci
bogacze cię traktują. A sam fakt ich spotykania mówi tylko o tym,
że zasługujesz, by żyć podobnie, jak oni. Ale niekoniecznie za tę
samą cenę. I niekoniecznie musisz tak żyć!





jeden z wielu

Posted: 17 Gru 2006 19:06:17




Jeszcze raz zadaję pytanie:
Jak naprawić tą piedoloną podświadomość. Przepraszam za urzyte
słowo.
Jeszcze wczoraj moje zaplanowane spotkanie było pewne. I cieszyłem
się że jedna rzecz którą zaplanowałem - zobaczyj ją jeszcze raz
się uda. Wierzyłem w to.
A dziś dowiedziałem się że odwołała spotkanie zaplanowane na
jutro??
Czemu tak jest że dzieje się wszytko inaczej niż soobie to
zaplanuję. Nie chciałem nic tylko ją zobaczyć i móc spokojnie
zapomnieć. To było pewne. Już umówione. A tu jak zwykle w ostatniej
chwili takie coś.
Co zrobić. No co.
Teraz straciłe już całkiem nadzieję na normalne życie. Wydaje mi
się że co kolwiek sobie pomyślę zamarzę to nigdy tego nie
osiągnę bo ktoś mi to zabiera.
Najlepszym wyjściem bylo by nie mieć marzeń, niczego, ale jek tuż
żyć bez celu. Może lepiej od razu sobie strzelić w łeb.





zakr

Posted: 17 Gru 2006 21:21:43




Jak naprawić tą piedoloną podświadomość.

Juz pisałem porozmawiaj z psychologiem.

Z drugiej strony. Może zamiast "płakać po stracie" pomyśl sobie że dobrze
sie stało (wybacz brutalność). Dość dobrze radzę sobie z analizą sytuacji -
dotąd każdy przebłysk intuicji, każde zdarzenie pechowe, czy szczęsliwe
potrafiłem przeanalizować na tyle, zeby dojść przyczyn. A im więcej czytam
na temat Twojego pecha, tym bardziej jestem przekonany że mam rację.
Otóż Twój pech, wcale nie jest pechem. Na podstawie tego co napisałeś,
jestem przekonany że rozstalibyście sie tak czy inaczej, ale potem mogłoby
być trudniej. Dlaczego?!? Bo nie pasowaliście do siebie. Ty to wiedziałeś,
ona nie. Stąd Twoje "podświadome" obawy. Skoro ona pokochała innego, to
prędzej czy później tak by się stało. Tylko gdybyś się zaangażował, to
nastąpiłoby to później. Znam kilka takich przypadków spośród znajomych.

Co zrobić. No co.
Teraz straciłe już całkiem nadzieję na normalne życie. Wydaje mi
się że co kolwiek sobie pomyślę zamarzę to nigdy tego nie
osiągnę bo ktoś mi to zabiera.

A może spróbowałbyś zaakceptować?!
To wcale nie żart. Kilka lat temu też myślałem że dopadł mnie pech (stąd
tyle wiem). Poradziłem sobie w ten sposób że zacząłem akceptować. Okazało
się że to początkowo brałem za pecha było wstępem do czegoś, o czym
wcześniej nie śmiałem nawet marzyć (no marzyć to może marzyłem, ale nie
liczyłem że kidyś będzie możliwe). Dziś to "coś" to dla mnie standard. Dziś
potrafię dojść (analitycznie) do przyczyn "pecha". Było to moje działanie
(choć nie do końca świadome - bo do dziś nie potrafię zrozumieć dlaczego
podjęłem szereg takich a nie innych działań).
Czasem "pech" powraca, ale tylko wtedy, gdy potrzebny jest do zmian na
lepsze.

Spróbuj i Ty w ten sposób.




. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 

Online: Odwiedzający - 1
+ - 0
Najwięcej odwiedzających: 67 [9 Mar 2010 22:14:36]
Odwiedzający - 67 / + - 0

Czas ładowania strony (sek.): 0.999
miniBB.net © 2001-2010 Polityka Prywatności }{ forum ° gps° opisy gg ° kuchnia ° monety°
sport° bez przesady


  • Pochwała - Hubert z załogš motogumy.pl
  • O, ktos do Hubiego w koncu w celu zmiany opon podjechal :) -- Lukasz Transalp XL650V, WAW
    wiecej
  • Prostowanie aluminiowych felg
  • Wiec pytanie jest nastepujace: jakie niesie za soba niebezpieczenstwo jazdy na prostowanych felgach? Czy da sie to zrobic dobrze tak zeby pozniej nie zrobic sobie kuku? Czytalem o jakims przeswietlaniu przed/po prostowaniu w celu znalezienia mikropekniec...
    wiecej